Mój pamiętnik z lat 2012/2013. Opisuję w nim sytuację, która trwała cztery lata, od 2010 do 2014 r.

Perły i wieprze

2012-04-22

Mieszkam w bloku, a piętro wyżej ponad moim mieszkaniem rozciąga się strych przerobiony na mieszkanie. Przerobiony został już dawno i przez ok. 25 lat był spokój. Zajmowała go rodzina 2+1. Rodzice pracowali, zajęci byli obowiązkami – poważni, kulturalnie ludzie. Dziecko w tym czasie wyrosło na pannę – też była osobą kulturalną i nawet jako dziecko w żaden sposób nie była uciążliwa. Dochodziły nas jedynie normalne i ciche, ledwie słyszalne odgłosy domowej krzątaniny, na które nie zwracaliśmy wraz z moją rodziną uwagi. Wszyscy – i my, i oni – żyliśmy normalnie: w dzień obowiązki, osobiste sprawy, w nocy sen. I nagle trzy lata temu traaach!! Rodzina z mieszkania powyżej się wyprowadziła i zaczął się horror. Mieszkanio-strych przerobiono na hotel. Ktoś wykupił ten lokal, prymitywną technologią podzielił na małe pokoiczki i zaczął je wynajmować.

Przez ok. dwa lata wynajmowało tam pokoje towarzystwo alkoholowo-zabawowe. Jak wiadomo z definicji, takie towarzystwo nie uznaje podziału doby na dzień i noc – szaleje „na okrągło”. Po moich licznych interwencjach w stosownych instytucjach towarzystwo zostało z lokalu wyrzucone. Ufff...

Lokal został wynajęty jakiejś uczelni, a ta wynajmuje pokoje swoim studentom – hehehehe! – każdy z czytających już sobie wyobraża, co to oznacza dla nas, mieszkających pod nimi. Spieszę wyjaśnić, nie jest aż tak źle, ale dobrze też nie jest. Dlaczego? Dlatego przypuszczalnie, że człowiek człowiekowi wilkiem, co odnosi się na szczęście nie do wszystkich studentów. Wzorowo zachowują się wszyscy, uczą się ewidentnie jak przystało na prawdziwych studentów, ale niektórzy mają ludzi tam gdzie słońce nie dochodzi. Po czym to poznać? Po tym, że stukają nocami. Stukają drzwiami od łazienki i pokoi, drzwiczkami od szafek i czym się da. Jedni ze studentów wyciszyli drzwi, drzwiczki i szurające stołki odpowiednimi materiałami tłumiącymi odgłosy, a inni z determinacją i konsekwentnie te wyciszacze pokonują, przykładowo: ponieważ oklejka na drzwiach troszeczkę utrudnia przymykanie dokładne drzwi, to z impetem nimi trzaskają (żeby się cholery zamknęły!). Ustnie i pisemnie, na papierze i mailowo proszę, błagam, niekiedy (zwłaszcza po drugiej nieprzespanej nocy) surowo żądam, aby w nocy było cicho. Już poszłam na ustępstwa, że moja cisza nocna zaczyna się nie o 22.00 jak w całym kraju, lecz dopiero o 24.00 Niestety na nic to się zdało.

Przeżywszy kilkadziesiąt lat w tym kraju stwierdzam, że po upadku komuny jeszcze bardziej widać, że ryba psuje się od głowy. Jaki wzór szacunku człowieka dla człowieka dają nam polscy politycy, to każdy wie. Przed każdymi wiadomościami telewizja powinna koniecznie informować, że dzieci i ludzie o słabych nerwach powinni odejść od telewizorów, ponieważ sceny będą drastyczne.

Sytuacja nie jest łatwa ani dla nas, ani dla studentów, ponieważ adaptacja strychu odbyła się ze złamaniem budowlanych praw, zupełnie nie dostosowano podłogi strychu, nie zastosowano żadnych materiałów służących do izolacji akustycznej, ale przecież mimo to poprzedni dwudziestopięcioletni lokatorzy nie byli w najmniejszym stopniu uciążliwi dla nas. Jakże to osiągnęli? Po prostu wprowadzając się wyłożyli do razu czymś podłogi, najwyraźniej uczynili to z myślą o ludziach mieszkających pod nimi. Przez dwadzieścia pięć lat nie miałam zielonego pojęcia o tym, że podłoga pozbawiona jest wymaganej prawem izolacji akustycznej.

Tak oto zarówno my, jak i studenci padliśmy ofiarą oszustwa. Oni wynajęli wadliwe pokoje, a my znosimy koszmar nieznośnych hałasów. Jedni studenci we własnym zakresie i na własny koszt wyciszyli co się da, bo właściciel wykręcił się sianem, a inni nadal stukają. I co możemy uczynić? Albo pozagryzać się nawzajem wzorem polskich polityków, albo…

A przy okazji, gorąco zachęcam do przeczytania ksiązki Kornela Makuszyńskiego pt. "Perły i wieprze”. Można się szczerze uśmiać, ale też zastanowić.

Jak krakowska policja i Straż Miejska pojmują demokrację

2012-06-24

Demokracja na moim osiedlu polega na tym, że pijaki robią po nocach co chcą. A chcą – wiadomo – chlać i wydzierać się. I mogą to czynić bez przeszkód, ponieważ stróże prawa naszego rejonu (policja i Straż Miejska) nie wywiązują się ze swoich obowiązków. A dlaczego się nie wywiązują? Tłumaczył mi to kiedyś pewien policjant na pobliskim posterunku policji. Policja z własnej inicjatywy nie rozpędza w nocy pijaków, obywatel musi zadzwonić i poprosić o taką interwencję. Jest tak dlatego – jak mi uświadamiał – że w Polsce panuje demokracja. A demokracja to – jasna sprawa – swobody obywatelskie oczywiście i policja nie może z góry zakładać, że mieszkańcom osiedla pijackie głośne libacje i burdy przeszkadzają. Bo może nie przeszkadzają, a może nawet tego chcą.

Czyli, precyzując, w umysłach policjantów układa się taka wizja demokracji, według której ja, obywatel, mogłabym sobie nie życzyć, aby policja rozpędzała w nocy hałasujące grupy pijaków. I w takim przypadku oni, interweniując, naruszyliby moje obywatelskie prawa. Prawda, że to powalająca logika? W trosce o moje obywatelskie prawa demokratycznego państwa policja nie chodzi po nocach na patrole i nie interweniuje z urzędu, lecz dopiero na wezwanie.

Zapytałam policjanta, czy jeśli ktoś depta trawnik z klombem kwiatów, to czy też policjant musi czekać aż jakiś obywatel powiadomi o tym policję czy wolno jej interweniować z własnej inicjatywy. Dowiedziałam się, że w takim przypadku wolno policji interweniować, mimo że nikt tego nie zgłosił, i to nie jest sprzeczne z ideą demokracji. Sumując, trawnik z kwiatami jest z urzędu chroniony, a mieszkańcy osiedla nie. Trawnik z kwiatami jest wartością dla służb prawa i porządku, a mieszkańcy osiedla nie. Istotą demokracji jest to, by nie niszczyć dobra publicznego, jakim jest trawnik, ale obywateli niszczyć wolno. Bo aksjomatem zła jest deptanie trawnika, a nie jest aksjomatem zła zakłócanie ludziom nocnego snu. Zapytałam policjanta, czy nie dostrzega absurdu w tym, że w polskiej demokracji trawnik jest wyższą wartością niż człowiek. Na to zaczął swoje wywody od nowa. Musiałam mieć chyba jakąś szokującą minę, bo w pewnym momencie spojrzał na mnie i nagle zamilkł zupełnie. Potem jakby się zmieszał, spojrzał na sufit, w okno, na swoje ręce na biurku, coś wymamrotał, a w końcu spytał: „nie przekonałem pani?”.

Jak krakowska policja i Straż Miejska kręcą się w kółko

2012-07-08

Chyba każdy w tym kraju zna kawał o policjantach, o tym, jak wkręcają żarówkę: jeden stoi na stole i trzyma w dłoni żarówkę, a dwóch obraca stołem. Ale nie każdy wie, jak policjanci i Straż Miejsca dzielnicy Krakowa Nowej Huty jeżdżą po nocach tam i z powrotem (na nasze wezwanie) od jednego ogródka zabaw dla dzieci do drugiego, uganiając się za pijakami. Patrole jeżdżą samochodami (za nasze, podatników pieniądze). I nikt nie wpadł na pomysł, żeby te ogródki na noce po prostu zamykać – nie trzeba by było tyle jeździć!

W ogródkach znajduje się mienie państwowe, czyli huśtawki, karuzele, zjeżdżalnie, piaskownice, ławki itp. Ogródki te są to tereny wydzielone specjalnie w tym celu, aby dzieci miały gdzie się bawić. Miasto każdego roku wiosną maluje i reperuje ławki i wszystkie przyrządy. W dzień służą one faktycznie dzieciom, a w nocy pijakom – bawią się „wesoło”, kręcą i huśtają. Lato dopiero się zaczęło, a już huśtawka jest zepsuta. Ogródkowe przyrządy, to mienie państwowe, powinno być chronione. A nie tylko ze względu na pieniądze, lecz też ze względu na bezpieczeństwo dzieci. Łatwo sobie wyobrazić, co może się stać, gdy dziecko będzie huśtać się na uszkodzonej huśtawce i łatwo sobie wyobrazić, że jakieś dziecko może się skaleczyć rozbitym szkłem po alkoholu. Do tego sprawa higieny – jak sądzicie, gdzie załatwiają się pijani delikwenci? Ano w krzaczkach lub pod drzewkami. Tak więc istnieje pełne uzasadnienie, aby tereny ogródków na noce zamykać. Straż Miejska m. Krakowa powinna czuć się odpowiedzialna i zamiast narzekać, że nie wyrabia z nocnymi interwencjami, że zgłoszeń otrzymuje podczas nocy bardzo dużo, że patroli jest za mało – mogłaby zwrócić się do Urzędu m. Krakowa, by ten zarządził zamykanie ogródków na noc.

Do lokatorów m.44

2012-10-11

Noc 10/11 października

Po co ktoś na tablicy informacyjnej na parterze powiesił ogłoszenie, że „od godz. 22 do 6 obowiązuje cisza nocna”? Co to znaczy „cisza nocna”? Mają Państwo problem ze zrozumieniem znaczenia tych słów?

Ogłoszenie to wisi tam dlatego, że istnieje takie prawo. A prawa wszelkie ustanowiono – Państwa zdaniem – w jakim celu? Nie wydaje się Panom, że to konkretne prawo ustanowiono, aby bronić lokatorów przed nagannym zachowaniem ludzi, którzy współlokatorów mają za nic i nie uwzględniają ich praw?

Jest po trzeciej rano, gdy piszę ten post. Nade mną co chwilę szuranie czymś po podłodze, podejrzewam, że fotelem, ale także jeszcze czymś. Jeden z lokatorów, biedak, przeziębił się i kaszle. I cały czas, z krótkimi przerwami, bur, bur, bur – słyszę męskie głosy. Pewnie oburzycie się: „rozmawiać nie wolno?! Kaszleć nie wolno?!” A ja się oburzę też: w nocy spać mi nie wolno?! Już kilka razy zdawało się, że zasypiam, a tu nagle: „szszszszur” albo „stuk”, albo kaszel, albo głośniejsza rozmowa.

"Sen jest niezbędny do życia i prawidłowego przebiegu procesów psychicznych. Już jedna nieprzespana noc obniża sprawność psychofizyczną. Brak snu przez dłuższy czas powoduje szereg negatywnych efektów psychicznych i fizjologicznych:

Według badań przeprowadzonych w Princeton University wykazano na szczurach, że brak snu powoduje zaburzenia w części mózgu odpowiedzialnej za tworzenie nowych komórek. Badania przeprowadzone na Proceedings of the National Academy of Science wykazały, że u szczurów, które nie mogły się wyspać pojawiła się nadwyżka kortykosteronu.

Deprywacja snu bywa wykorzystywana jako pewien rodzaj tortur. Oskarżane o stosowanie tej techniki były KGB, wojska japońskie w czasie II wojny światowej i armia brytyjska w stosunku do członków IRA."
Wikipedia

Sumując: sen to naturalna potrzeba człowieka, pozbawianie snu jest torturą, prowadzącą w skrajnych przypadkach nawet do śmierci. Ja nie piszę do Was dlatego, że mam taki kaprys albo dlatego, że mi się nudzi. Piszę, aby Wam uświadomić, że będę bronić swoich praw – praw ludzkich i obywatelskich. Będę też bronić swojego zdrowia i życia, swojego stylu życia. Prawa do snu, a więc prawa także do pracy (bez snu popada się w chorobę, a więc nie da się pracować). Będę też bronić prawa do radości życia, a przeciw nieludzkiej udręce, jaką znoszę z powodu Waszego nocnego, nagminnego hałasowania. A bronić się będę aż do skutku, droga prawna istnieje, a jej najwyższy szczebel to Trybunał Praw Człowieka, gdyby zawiodły mnie polskie instytucje.

Chuligaństwo

2012-10-21

Chuligaństwo - awanturnictwo, zachowanie charakteryzujące się lekceważeniem norm życia społecznego oraz obowiązującego porządku prawnego najczęściej o charakterze przestępczym. /.../

Kodeks karny
Ze względu na dużą szkodliwość społeczną czynów o charakterze chuligańskim oraz narastanie zjawiska po wojnie chuligaństwo stało się celem zwalczania go przez systemy prawne wielu państw na świecie. W Polsce w celu zwalczania chuligaństwa pierwsza ustawa została wydana 22.04.1958 roku i przewidywała ona zaostrzenie odpowiedzialności karnej dla sprawców. Ustawa ta włączona została w kolejny Kodeks Karny z dnia 19.04.1969 roku.

Obecna definicja chuligaństwa w polskim Kodeksie karnym (w rozdziale XIV, „Objaśnienie wyrażeń ustawowych”, art. 115) występki noszą miano „chuligańskich” jeśli spełniają kryterium opisane w § 21 tego artykułu

Występkiem o charakterze chuligańskim jest występek polegający na zamachu na wolność, na cześć lub nietykalność cielesną, na bezpieczeństwo powszechne, na działalność instytucji państwowych lub samorządu terytorialnego, na porządek publiczny, albo na umyślnym niszczeniu, uszkodzeniu lub czynieniu niezdatną do użytku cudzej rzeczy, jeżeli sprawca działa publicznie i bez powodu albo z oczywiście błahego powodu, okazując przez to rażące lekceważenie porządku prawnego." /Z Kodeksu Karnego/
Wikipedia

Prawo cywilne

2012-10-21

art. 444

§ 1. W razie uszkodzenia ciała lub wywołania rozstroju zdrowia naprawienie szkody obejmuje wszelkie wynikłe z tego powodu koszty. Na żądanie poszkodowanego zobowiązany do naprawienia szkody powinien wyłożyć z góry sumę potrzebną na koszty leczenia, a jeżeli poszkodowany stał się inwalidą, także sumę potrzebną na koszty przygotowania do innego zawodu.

§ 2. Jeżeli poszkodowany utracił całkowicie lub częściowo zdolność do pracy zarobkowej albo jeżeli zwiększyły się jego potrzeby lub zmniejszyły widoki powodzenia na przyszłość, może on żądać od zobowiązanego do naprawienia szkody odpowiedniej renty.

§ 3. Jeżeli w chwili wydania wyroku szkody nie da się dokładnie ustalić, poszkodowanemu może być przyznana renta tymczasowa.

art. 144

Właściciel nieruchomości powinien przy wykonywaniu swego prawa powstrzymywać się od działań, które by zakłócały korzystanie z nieruchomości sąsiednich ponad przeciętną miarę, wynikającą ze społeczno-gospodarczego przeznaczenia nieruchomości i stosunków miejscowych.

Normalność

2012-10-26

25/26 października g. 2.30 po północy.

Nie da się spać, w mieszkaniu u góry ktoś co chwilę czymś stuka, szura, trzeszczy. Może się uczy siedząc przy stole i wierci od czasu do czasu, przesuwa stołek? Trzeszczy wiercąc się na skórzanym fotelu? Chwilami słyszę odgłos chodzenia.

Nasz blok jest wysoki na pięć pięter, są trzy klatki schodowe, a w naszej mieszkań jest szesnaście. Pod naszym mieszkaniem mieszka bardzo wiekowe małżeństwo. Zawsze w nocy po godzinie 22 uważam, aby nie hałasować – nie wykonuję hałaśliwych prac, przyciszam telewizor, zachowuję się tak, aby ludziom tym nie przeszkadzać. W moim umyśle stale obecna jest świadomość ich istnienia i po 22-giej robiąc cokolwiek wkalkulowuję fakt, że może potrzebują już spać. Nie interesowało mnie nigdy, czy istnieje prawo nakazujące mi zachowywać się w nocy cicho – od zawsze wiem, że cisza nocna trwa od godz. 22 wieczorem do 6 rano, i nie zastanawiałam się nigdy, czy to obyczaj niepisany, zasada dobrego wychowania, czy zapisane w kodeksie prawo. Odkąd pamiętam, do ostrożnego zachowywania się w godzinach nocnych motywowała mnie zawsze sama świadomość, że pode mną i wokół mieszkają ludzie.

Lokatorzy naszej klatki schodowej liczą się z sąsiadami podobnie jak ja, tak jest od zawsze, a mieszkam tu już dziesiątki lat. Zanim przed czteroma laty zaczął się ten koszmar z lokatorami u góry, zdarzyły się w tamtym kilkudziesięcioletnim okresie czasu nieliczne nocne ekscesy, były to jednak wydarzenia absolutnie sporadyczne. Zdecydowanie norma w naszym bloku jest taka, że sąsiedzi liczą się z tym, iż obok mieszkają ludzie. I wszyscy bierzemy pod uwagę fakt, że ściany naszego bloku nie należą do zbyt grubych. Nie słyszałam nigdy, by ktoś narzekał, że ostrożność w godzinach nocnych jest dla niego w jakiś sposób męcząca czy ograniczająca jego wolność. „Nie czyń drugiemu, co tobie niemiłe” – samo życie wypracowało w nas zasady zachowania wyrażone w tej filozoficznej maksymie. Normą w naszym pojęciu jest taki rytm doby, że w dzień spełniamy nasze obowiązki, w nocy śpimy. A jeśli w nocy nie śpimy, pozwalamy spać innym. Bo jeśli innej nocy sąsiad nie będzie spał, chcemy, aby nie budził nas. W którymś mieszkaniu śpią malutkie dzieci, w którymś śpią dzieci, które rano wstają do szkoły, w którymś ktoś, kto wcześnie wstaje do pracy – wszystko to ma dla nas znaczenie i jest rzeczywistością uznawaną przez nas za normalność.

Ta normalność dla nas ma sens – szkoła, praca i różne inne obowiązki, z jakich składa się nasze życie. A te obowiązki są to wartości uznawane i wyznawane w polskim społeczeństwie. Świadomość narodu polskiego, w przeważającej części katolickiego, ukształtowana została przez Kościół katolicki, który naukę, pracę i codzienny trud obowiązków uznaje za wartości. Środowiska niekatolickie, inne religie i ateiści również wyznają te wartości. Nie ma w moim wyobrażeniu innej normalności niż ta, w której ludzie dzień po dniu wykonują swoje obowiązki. Szokujące są dla mnie postawy i zachowania ludzi, którzy w te wartości godzą i którzy nimi gardzą. W reakcji na brak poważania dla tych wartości budzi się we mnie głęboki, absolutny sprzeciw, definitywna dezaprobata. Prawo do tych wartości gwarantuje mi polska Konstytucja.

Socjopata

2012-10-31

30/31 października g. 3.00 po północy

Nie da się spać, w mieszkaniu u góry ktoś co chwilę czymś stuka, szura, trzeszczy, a dodatkowo od pół godziny toczy się żywa rozmowa – słychać męskie głosy.

Położyłam się spać o w miarę normalnej godzinie, jak zwykle z poduszką nie pod głową, ale na głowie. Pod głowę dałam jasiek, a dużą poduchą starannie uszczelniłam głowę. Niestety, nawet stos poduch nie przytłumiłby odgłosów dochodzących z mieszkania u góry. Ludzie, którzy tam mieszkają, wiedzą doskonale, że podłogę mają gołą, że przesuwane stołki wydają z tego powodu nieprzyjemne dźwięki, które słyszalne są w mieszkaniu poniżej, i że również słyszalne jest skrzypienie skórzanego fotela, odgłosy kroków i rozmowy. Wiedzą, ponieważ właściciel tego mieszkania wydał zlecenie pewnemu wykonawcy, aby ten wyłożył podłogę w całym mieszkaniu dźwiękochłonną wykładziną dywanową. Czekam właśnie z utęsknieniem, aż wykonawca swoje zlecenie zrealizuje, podobno ma to nastąpić w tym tygodniu. Wiedzą, bo osobiście właściciel, zanim wydał wspomniane zlecenie, stwierdził fakt makabrycznej akustyki będąc u nas w mieszkaniu – i poinformował o wszystkim swoich lokatorów. Lokatorzy ci mają sąsiadów w d… Dokładnie.

Socjopata

Osobowość dyssocjalna (amoralna, antysocjalna, asocjalna, psychopatyczna, socjopatyczna) – zaburzenie, które zwraca uwagę dużą niewspółmiernością między zachowaniem a obowiązującymi normami społecznymi, charakteryzuje się (muszą być spełnione przynajmniej trzy kryteria):

Cechą towarzyszącą może być także nadmierna drażliwość. Zaburzenia zachowania w dzieciństwie i w wieku młodzieńczym, chociaż nie zawsze występują, mogą ułatwiać rozpoznanie.
Wikipedia

Hałas i decybele

2012-11-06

Hałasem nazywamy takie dźwięki, które odczuwamy jako dyskomfort. Są to dźwięki zbliżone do 140 dB (mierzone dla zdrowego ucha) występujące chwilowo. Granicą dźwięku długotrwałego, po przekroczeniu której odczuwamy dolegliwości, jest 80 dB. Do najbardziej niebezpiecznych należą dźwięki krótkotrwałe, które w skrajnym przypadku mogą doprowadzić nawet do trwałego urazu akustycznego. W najlepszym przypadku prowadzą one do nagłego zwiększenia ciśnienia krwi, co może nadwerężyć zdrowie w szczególności ludzi, którzy mają problemy z krążeniem. Częste ataki dźwięków, które odbieramy jako zbyt głośne, mogą też zaważyć na funkcjonowaniu naszego układu trawiennego i spowodować zaburzenia przemiany materii. Niebezpieczne, choć nie zawsze od razu odczuwane jako irytujące, są dźwięki niskie (ok. 16 Hz). Długotrwałe ich odbieranie może powodować irytację, która może doprowadzić do agresywnych zachowań.

/…/ głośna rozmowa to 60 - 70 decybeli, poziom uważany za niebezpieczny dla zdrowia. Rośnie już wtedy ciśnienie krwi.

Granice hałasu
W wielu krajach władze ustaliły maksymalny akceptowany poziom hałasu w miejscu pracy na poziomie 85 decybeli. To natężenie ucho może tolerować przez 8 godzin dziennie bez ryzyka uszkodzenia słuchu. Wzrost hałasu o 3 decybele podwoi intensywność dźwięków i zmniejszy o połowę czas, w którym ucho może je znosić. Przy 88 decybelach czas ten wynosi więc 4 godziny, przy 91 już tylko 2. Hałas na poziomie 110 decybeli ucho wytrzyma tylko przez kilka minut.
* 135 decybeli - startujący samolot.
* 130 decybeli - ruszający z piskiem opon motocykl, kosiarka ogrodowa, przejeżdżająca ciężarówka.
* 112 decybeli - ustawiony maksymalnie głośno sprzęt stereo ze słuchawkami.
* 110 decybeli - hałas w klubie lub dyskotece.
* 60 decybeli - praca przy komputerze.
* 40 decybeli - szelest kartek (czytanie książki).
* 10 decybeli - ćwierkanie ptaka.
* 0 decybeli - opadający liść

Kiedy jesteśmy w lesie i wydaje nam się, że wokół panuje cisza - w rzeczywistości jest to ok. 40 decybeli. Szept to 20-30 dB, rozmowa - 60, telewizor - 70, przejeżdżający samochód - 80, odkurzacz - 90, motocykl bez tłumika - 100. Niebezpieczny bywa hałas od 85 decybeli. 140 dB to już próg bólu, który może przejawiać się także gwałtownymi zawrotami głowy i odruchami wymiotnymi.

Strony, z których pochodzą cytaty, już nie istnieją.

Flip i Flap w krakowskiej policji

2012-11-10

Noc 9/10 listopada.

Nie dało się spać całą noc, do białego rana. Szuranie, stukanie itp. i jeszcze coś, ale o tym dalej.

Strop powinien być jak tort – zbudowany z wielu warstw. Na samym dole tortu jest rant, czyli strop właściwy (podłoże). Nad nim ma znajdować się podłoga, składająca się kilku warstw:

Ja nie mam w uszach zamontowanego urządzenia pomiarowego pokazującego odkąd dokąd na skali winny za słyszalność szurania, stukania itp. jest brak izolacji akustycznej w stropie pomiędzy naszym mieszkaniem, a tym znajdującym się powyżej, a odkąd dokąd na skali winni są sami lokatorzy. Napisałam już ogrom pism do stosownych instytucji, aby te zajęły się brakiem warstwy akustycznej – bez skutku. Definitywnie wszystkim im to zwisa, czy w jednym z bloków centralnego osiedla Nowej Huty zachowane są budowlane normy polskie, unijne i całego cywilizowanego świata, czy nie. I zwisa im również to, czy jakaś rodzina polskich obywateli płacących podatki na – między innymi – ich pensje żyje jak w epoce ciemnoty średniowiecznej, czy nie. A już katastrofalne skutki dla rodziny wynikające z tak zabójczych warunków są tematem dla nich tak odległym jak najodleglejsza galaktyka.

Dzisiejszej nocy stało się coś brzydkiego, ale zanim powiem co, muszę zaznaczyć, że to zło zostało już naprawione. A skoro zostało naprawione, to jest prawie tak, jak by go nie było. I nie opowiedziałbym o nim wcale, gdyby nie policja. Zadzwoniłam po policję po tym, jak ok. trzeciej nad ranem tej przymusowo bezsennej nocy dostrzegłam na naszym balkonie i znajdujących się tam garnkach z obiadem na jutro (noce są zimne) sporej ilości maź wymiocin. W momencie uzmysłowiłam sobie, że w tej sytuacji obiadu na jutro nie ma, bo choć garnki były przykryte pokrywkami i ściereczką, za nic w świecie nie tknę tego co znajduje się w garnkach. To już gruba przesada!! – stwierdziłam i zadzwoniłam na 997. Patrol przyjechał po ok. pół godzinie. Jeden z policjantów (podobny do Flapa) poszedł od razu do sąsiadów na górę, a drugi (podobny do Flipa) pooglądał co stało się na balkonie, poczym dołączył do tego, który był u góry. Po chwili, gdy obaj schodzili, starałam się dowiedzieć o efekt interwencji, a wtedy Flap orzekł, że oskarży mnie o bezpodstawne wezwanie policji. A gdy spytałam „a co z wymiocinami?”, odrzekł „ptaszek naptał”.

W ciągu dnia ktoś zapukał – przyszli winowajcy nocnej balangi z wiaderkami i szmatkami. Paskudztwo z balkonu usunęli, przetarli pobryzgane okno i obiecali zwrócić pieniądze za zmarnowany obiad. Najwyraźniej nie byli zadowoleni, że ktoś z ich towarzystwa popełnił tą brzydką rzecz. I jak w obliczu tego wypada policyjny patrol?

ps. Podobno wykładzina dywanowa ma być po niedzieli.

Gaduła

2012-11-16

Noc 15/16 listopada

Gada, gada, gada…. Słyszę go przez sufit. Chwilami wybucha głośnym śmiechem: ha ha ha ha! Poczym znów gada, gada, gada… Jest prawie północ. Bywa, że gada w ciągu dnia. Potrafi tak całymi godzinami. Jak Fidel Castro. I nie ma dla tego pana różnicy czy jest dzień, czy noc – gada i śmieje się tak samo głośno. Zupełnie nie uwzględnia obowiązującej po godzinie 22 ciszy nocnej. Nie obchodzi go to, że może ktoś w którymś z przyległych mieszkań chce spać. Zachowuje się, jakby mieszkał sam w domu pod lasem.

Jest parę minut po pierwszej w nocy, a facet wciąż gada, gada, gada…..

Wolny niewolnik

2012-12-14

Odnoszę takie wrażenie, że z poczuciem wolności trzeba się po prostu urodzić. Tak samo jak z poczuciem sprawiedliwości. Podobnie jak człowiek rodzi się z jakimś talentem albo bez niego. Natura obdarzyła go ładnym nosem albo brzydkim. Jedni mają poczucie sprawiedliwości i żaden kodeks nie jest im potrzebny do kierowania ich własnym postępowaniem ani nie jest w stanie im tego poczucia zepsuć, a inni poczucia sprawiedliwości nie mają. Myślę, że poczucia sprawiedliwości nie da się nauczyć – można nauczyć się paragrafów prawa (tak jak regułek), ale z duchem sprawiedliwości trzeba się po prostu urodzić. Dokładnie tak samo jest z wolnością. Jedni na przejaw ograniczenia ich wolności reagują odruchowo, a innym trzeba dopiero wytłumaczyć: „słuchaj, ta sytuacja czyni z ciebie niewolnika”. I jedni od razu buntują się wobec nawet najdrobniejszego przejawu ograniczenia ich wolności, a innym trzeba dopiero wbić do głowy, że ich obowiązkiem wobec siebie jest bronić się. A jest to obowiązkiem nie tylko wobec siebie. Także dla czystej idei. Dla czystej przyzwoitości. Przede wszystkim dlatego, że wolność jest świętością i nią być powinna.

To smutne, że nie wszyscy ludzie rodzą się z talentem wolności. Ten smutny fakt wyjaśnia chyba, dlaczego tak łatwo jest ludzi zniewolić. Tak łatwo jest zniewolić nawet całe narody. Nieświadomi zniewolenia klepią jak pacierz „Jestem wolny, jestem wolny! Żyję w wolnym kraju!”, gdy jednocześnie dzień po dniu mozolnie spełniają CZYJEŚ wymagania, które służą CZYIMŚ interesom.

Biznes po polsku

2012-12-16

Noc 15/16 grudnia

O tym, że większość dużych przedsiębiorstw polskich została przejęta przez zagraniczny kapitał, każdy wie. Nade mną w mieszkaniu jego właściciel, Polak, założył biznesik malutki – wynajmuje pokoje, ostatnio studentom. I każdy z tych lokatorów to dla właściciela kasa. Dlatego tak ciężko nakłonić go, by zdyscyplinował studentów, a tych, którzy się chuliganią, wyrzucił. Byłaby szkoda, gdyby kasa się wyprowadziła – częściowo lub w całości.

Jest noc, godzina 2.30. Non stop dobiegają z góry odgłosy pijackiej balangi – i to nie są odgłosy zabawy zakrapianej alkoholem, ale normalne, regularne chamstwo spitych na umór ludzi. Klną, co chwilę tłuką się czymś niemiłosiernie, trzaskają drzwiami, gadają po kilkoro naraz przekrzykując się, chwilami wrzeszczą. Jakąś godzinę temu bili się. Słychać było łomot przewracanego stołu, krzyki, tupot – typowe odgłosy bijatyki. Właściciel wie, że takie rzeczy dzieją się w jego mieszkaniu, ale kasy szkoda.

...

Widziałam dziś policjantów z jajami w akcji. Szacunek.

Niepodlegli alkoholicy

2013-01-13

Mówiono za komuny, że sowiecki okupant rozpija Polaków. - To uświadamiam sobie ilekroć pijacki bełkot studentów w mieszkaniu nade mną nie daje mi nocą spać. Rajdają, plątają się po mieszkaniu, wpadają na jakieś sprzęty powodując rumor, co chwilę coś im spada. Upojeni wódą do utraty świadomości, bez godności, wzbudający obrzydzenie. Za komuny nie miałam styczności z tego rodzaju patologią, a teraz burzy mój rytm życia - dezorganizuje codzienny plan dnia, niszczy zdrowie. Mówiono za komuny, że sowiecki okpupant dlatego rozpijał polskie społeczeństwo, aby było łatwiejsze do manipulowania.

Niemal połowa studentów upija się w każdy weekend, a co czwarty z powodu kaca opuszcza zajęcia – tak wynika z najnowszych badań. Terapeuci ostrzegają, jeśli nic się nie zmieni, grozi nam zalew młodych magistrów-alkoholików.

Opiekunowie grup AA podkreślają, że większość alkoholików z wyższym wykształceniem to ci, którzy w nałóg popadli właśnie na studiach. – Alkoholikiem nie jest tylko ten bezdomny, na dworcu, który po przebudzeniu musi od razu się napić – tłumaczy Franciszek Szklennik, terapeuta ze Stowarzyszenia Dom Trzeźwości. – Alkoholikiem jest także i ten, kto po wypiciu jednego kieliszka nie potrafi odmówić kolejnego, to także i ten, kto musi codziennie wypić piwo, na początku jedno, potem, dwa, trzy... Najpierw z okazji zdanego egzaminu, potem urodzin, imienin, aż wreszcie bez okazji.
Wiadomości24.pl

Ugoda czy sąd?

2013-01-25

Sąsiedzi!

Albo będziemy realizować własne cele, dzień po dniu, wypełniając własne obowiązki, albo będziemy toczyć ze sobą wojnę. Jeśli sensem naszego życia są nasze własne cele i chcemy je realizować, to jest szansa, że dojdziemy do porozumienia.

W połowie grudnia uporaliśmy się z chuligańskimi ekscesami i skrajnym pijaństwem (mam nadzieję, że skutecznie), potem były święta i trochę spokoju, a ostatnio sytuacja ponownie się komplikuje. Mieszkam pod Wami i nie potrzebowałabym radia, jeśli lubiłabym słuchowiska typu „Matysiakowie”. Wasza obecność nad moim sufitem idealnie spełnia rolę słuchowiska, szkoda że jest to słuchowisko niemal całodobowe (z nielicznymi przerwami czasem).

Po ostatniej interwencji policji atmosfera jest nerwowa – ja rozumiem – ale skoro skrajność została opanowana, to może da się teraz rozmawiać normalnie? A porozmawiać trzeba, ponieważ Wasz nocny tryb życia rujnuje mi moje życie. Bez urazy, ale mam pytanie: skąd Panowie pochodzicie? Czy mieszkaliście kiedyś w bloku? Jeśli nie, to nie dziwi mnie, że szokuje Was regulamin lokatorski. Ale regulamin nie wystarcza. Przejdźcie się kiedyś w nocy (między pierwszą a trzecią na przykład) po naszej klatce schodowej, po cichutku i najlepiej po ciemku, i zauważcie jak jest cichuteńko we wszystkich mieszkaniach. Tylko u Was jest głośno (prawie zawsze). Gdy wyjrzy się przez okno, to widać, że w oknach jest ciemno (prawie we wszystkich), a nie tylko w mieszkaniach naszego bloku, lecz na całym osiedlu. Co z tego wynika? Ano to, że Wasz nocny tryb życia jest trybem życia nietypowym. Cenicie sobie – jak przypuszczam – wolność osobistą, ale prawo do wolności osobistej ma każdy, nieprawdaż?

Dzisiejszej nocy ok. godziny drugiej ktoś się mył. Dość często ten ktoś ma zwyczaj myć się o tej porze nocy. Myślę, że jest to osoba kulturalna, która nie zdaje sobie sprawy z tego, że gdy leje wodę, to coś dość głośno i rytmicznie stuka. Może to wodomierz tak stuka? Nie wiem… Że jest to osoba kulturalna, wnioskuję z tego, że ewidentnie stara się zachowywać w nocy cicho. Co prawda stara się, ale i tak cisza nie panuje, bo chwilami słychać stąpania, bo co jakiś czas coś stuknie – nie wiem co, może drzwiczki od szafki, może zasuwana szuflada… Generalnie dopóki osoba ta nie położy się spać, to ja nie mam możliwości usnąć. Pechowo moje miejsce do spania wypada pod Waszą kuchnią, a tuż obok Waszej łazienki. Moje noce wyglądają tak – przykładowo – kładę się około północy, po jakimś czasie przysypiam, a tu nagle „stuk!”. Wybijam się ze snu, po chwili znów przysypiam i nagle znów „stuk!”. Potem coś szurnie, potem słychać otwieranie lub zamykanie okna, potem słychać nalewanie wody do czajnika (pewnie kolacja) itp. itd. Trwa to prawie regularnie do drugiej - trzeciej w nocy. Dzisiejszej nocy trwało do ok. trzeciej. Przysnęłam, a tu nagle po półtorej godzinie (ok. 4.30) „trzask!!” wyrwało mnie ze snu trzaśnięcie drzwiami. Po chwili, tupot jakiś taki nieregularny – ktoś mocno chwiejnym krokiem stąpał ciężko, wiadoma „siła wyższa” wodziła go po podłodze to tu to tam. Potem „koleś” uciął sobie gadkę z kimś. Ponownie mogłam usnąć o 5.30, czyli pół godziny przed końcem ciszy nocnej ustanowionej przez lokatorskie prawo. Jak ja mam pracować po takiej nocy?

Któryś z lokatorów ma zwyczaj z premedytacją zachowywać się głośno – bardzo głośno mówi, pokrzykuje, wydaje nieraz dźwięki przedziwne, kojarzące się z oborą lub może bardziej ze szpitalem dla psychicznie chorych, zwłaszcza że strasznie co chwilę czymś się tłucze, jakby wpadał w jakiś szał. A do tego okropnie klnie.

Kolejnym przejawem Waszego nocnego życia jest trzaskanie drzwiami wejściowymi, gdy ktoś do Waszego mieszkania wchodzi. Ktoś z Was ma zwyczaj trzaskać tymi drzwiami z wyjątkowym impetem.

Sumując. Lokatorów Waszego mieszkania jest kilku – raz jeden, raz drugi, innym razem kilku naraz z jakiegoś powodu nie daje mi spać. Praktycznie w Waszym mieszkaniu nie ma ciszy nocnej. Tak nie może być. Ja muszę problem nocy rozwiązać. Potrzebuję w nocy spać. Mam dużo obowiązków, potrzebuję być wypoczęta. Jeśli nie dojdziemy do porozumienia, skieruję sprawę do sądu cywilnego. Właściciela mieszkania już o moim zamiarze poinformowałam, bo i on jest częściowo za sytuację odpowiedzialny. Zwrócę się do sądu o stosowne rozstrzygnięcia, ponieważ tryb życia, do jakiego jestem zmuszona, jest nie do zaakceptowania. Rozumiem, że czasem może zdarzyć się, że człowiek jakiś w nocy ma coś do zrobienia albo wraca późno – jest to uciążliwość, ale jeśli zdarza się sporadycznie, to można się z tym pogodzić. Natomiast w Waszym mieszkaniu ciszy nocnej nie ma nigdy.

Niech sąd rozstrzygnie kto i w jakim stopniu za sytuację jest odpowiedzialny - w jakim stopniu właściciel mieszkania, a w jakim jego lokatorzy. Prawo nakłada pewne obowiązki na osoby, które prowadzą w swoim mieszkaniu działalność powodującą hałas – nie można bezkarnie prowadzić na przykład zakładu stolarskiego czy ślusarskiego, czy innych firm wymagających używania hałaśliwych urządzeń. Osoba chcąca prowadzić w swoim mieszkaniu kłopotliwą dla innych lokatorów działalność gospodarczą musi zadbać o odpowiednie zabezpieczenia – jeśli urządzenia hałasują, musi wykonać akustyczne zabezpieczenia. Dokładnie problem opisał prawnik na stronie poradaprawna.pl. Działalnością gospodarczą jest również rodzaj hotelu, w którym pokoje wynajmowane są np. studentom. I uważam, że właściciel powinien zadbać o to, by jego działalność nie kolidowała z prawem przysługującym lokatorom sąsiednich mieszkań. Powinien też zadbać o spokój i bezpieczeństwo tych lokatorów, którym wynajmuje pokoje. A tymczasem przebywa sobie za granicą i zupełnie nie interesuje się tym, co dzieje się w jego mieszkaniu.

Dziwni z Was studenci, że nie cenicie sobie jasności umysłu tak koniecznej, gdy człowiek się uczy. A taką kondycję umysłu zapewnia zdrowy sen, we właściwych godzinach. I z całą pewnością regularni nocni balowicze uczelni nie ukończą. Nagminny nocny tryb życia wyniszcza umysł, a z dodatkiem alkoholu tym bardziej. Nie przyzwyczajajcie się Państwo do patologii za młodu, bo nie jest normą cywilizowanego świata patologia. Niestety polski krajobraz to ogromny procent widoków smutnych – kaleki, nieudacznicy, nędza, pijacy i degeneraci. Trzeba wielkiego oporu, by nie dać się zepchnąć do tej grupy społecznej. Trzeba też mieć charakter, by wbrew przeszkodom żyć na poziomie właściwym światu cywilizowanemu. Wybraliście właściwą drogę podejmując studia. Nie każdy jednak na tej drodze wytrwa, bo wessie go jak czarna dziura któraś z patologii – albo zostanie kaleką ze spustoszonym wódą umysłem albo zostanie nieudacznikiem z niepełnym wyższym wykształceniem, szukającym w pośredniaku byle jakiej roboty, a gdy jej nie znajdzie, stanie się nędzarzem. Opór patologii stawiam teraz ja, bo nie po to uczyłam się webmasterstwa planując założyć własną firmę, by ktoś teraz plany moje niweczył. Webmasterstwo to umiejętność stanowiąca alternatywę gdy nie ma pracy albo gdy jest się uczniem czy studentem – to możliwość zarobienia pieniędzy. A jest to dziedzina ogromna, można wyspecjalizować się na przykład w grafice komputerowej albo w kodowaniu php, albo w animacjach, albo w SQL i innych. Polecam.

Wykroczenie art. 51.

2012-10-21

art. 51.

§ 1. Kto krzykiem, hałasem, alarmem lub innym wybrykiem zakłóca spokój, porządek publiczny, spoczynek nocny albo wywołuje zgorszenie w miejscu publicznym, podlega karze aresztu, ograniczenia wolności albo grzywny.

§ 2. Jeżeli czyn określony w § 1 ma charakter chuligański lub sprawca dopuszcza się go, będąc pod wpływem alkoholu, środka odurzającego lub innej podobnie działającej substancji lub środka, podlega karze aresztu, ograniczenia wolności albo grzywny.

Prawo lokalowe

2013-01-25

Ustawa o ochronie praw lokatorów

Art. 13
1. Jeżeli lokator wykracza w sposób rażący lub uporczywy przeciwko porządkowi domowemu, czyniąc uciążliwym korzystanie z innych lokali w budynku, inny lokator lub właściciel innego lokalu w tym budynku może wytoczyć powództwo o rozwiązanie przez sąd stosunku prawnego uprawniającego do używania lokalu i nakazanie jego opróżnienia.

Patologia

2013-06-01

Noc 31 maja / 1 czerwca

Około drugiej po północy zadzwoniłam na 997, ponieważ od kilku godzin nad nami odbywało się głośne, ordynarne pijaństwo. Późnym wieczorem – po godz. 22.00 – już zaczęły wzbudzać nasz niepokój głośne rozmowy mężczyzn. Wiedziałyśmy z mamą, co to wróży. W ten sposób zawsze u sąsiadów na górze zaczynają się nocne libacje. Zawsze wtedy zadajemy sobie pytanie, do której godziny nie będzie dało się spać.

Że to kolejna pijacka impreza sąsiadów, a nasza zarwana noc, upewniała nas dodatkowo obecność jednego z mężczyzn. Nadałam mu przydomek „Fidel Castro”, ponieważ człowiek ten nieustannie gada. A w miarę gdy staje się coraz bardziej pijany, gada coraz głośniej, aż w końcu pokrzykuje, krzyczy i wrzeszczy. A przy tym nieustannie przeklina – co drugie słowo to „ku…” i „pier…”. Tak było i tym razem. Poznajemy, że przychodzi do domu, po głośnym łomocie drzwi wejściowych do mieszkania – generalnie ma zwyczaj drzwi nie zamykać, lecz nimi trzaskać, i to z impetem. Potem, gdy krąży po domu, między łazienką, kuchnią a pokojami, co chwilę słychać „trzask!!” i „łup!!”, niezależnie od pory, za dnia i w nocy. A krąży z nieznośnym tupotem, tak więc dochodzi do tych odgłosów jeszcze „du! du! du!”.

Tej nocy hałaśliwie zachowywało się kilka osób – może trzy, może cztery. Rozmowy, bełkot, przekleństwa, tupotanie, odgłosy szamotaniny, trzaskanie drzwi, tłuczenie czymś w kaloryfer, stukanie i szuranie stołków, a także odgłosy kojarzące się z przesuwaniem mebli. Późno w nocy sąsiedzi byli już mocno pijani i przypuszczalnie nie umiejąc zachować równowagi i mając nieskoordynowane ruchy wpadali co chwilę na różne sprzęty domowe powodując łomot. W pewnym momencie zauważyłam popiół na parapecie okna jak to już nieraz bywało.

Patrol, który się zjawił po moim telefonie, zachował się poprawnie, choć nie tak skutecznie jak ten z 16-grudnia ubiegłego roku. Przybyli policjant i policjantka. Zadzwonili domofonem, otworzyłam im. Zmierzali na piąte piętro, a będąc jeszcze na naszym czwartym usłyszeli niemożliwy rumor, odgłosy szamotaniny i krzyki. Podpatrywałam przez „judasza” i widziałam jak zatrzymali się i chwilę zastanawiali, co robić. Policjant zszedł pół piętra niżej i przez policyjny jakiś komunikator z kimś się porozumiał. Prawdopodobnie wzywał posiłki. Następnie policjant i policjantka udali się na górę. Zapukali, drzwi zostały im otworzone. Usłyszałam kompletnie przepite głosy sąsiadów. Ewidentnie spotulnieli na widok policji, udawali zaskoczenie aż tak późną godziną. Słyszałam jak oboje policjanci pytali ich o dane, ci odpowiadali w tonie posłusznych baranków.

Ok. pół godziny po odjeździe patrolu, usiłując zasnąć, nagle usłyszałam na klatce schodowej gwar i odgłosy kroków. Podbiegłam do „judasza” w nadziei, że zobaczę schodzących na dół uczestników pijaństwa, opuszczających lokal, ale niestety: zobaczyłam nie schodzących, lecz wspinających się na piąte piętro czterech młodych, mocno podchmielonych mężczyzn z butelkami w rękach. Pijaństwo – bo przecież trudno to nazwać zabawą – rozkręciło się od nowa. Gadali, a raczej bełkotali coraz głośniej, przeklinali, tłukli się niemiłosiernie, biegali po mieszkaniu z tupotem, ktoś pijany do nieprzytomności wpadał na sprzęty domowe powodując rumor, coś kilka razy grzmotnęło w kaloryfer, trzaskały drzwi od łazienki itd. Między trzecią a czwartą zadzwoniłam na 997 znów. Przyjechało trzech policjantów, dwoje z nich były to te same osoby co poprzednio. Nowy policjant tłumaczył mi, że wątpliwe, by pijacy otworzyli im tym razem drzwi. I rzeczywiście tak się stało. Policjanci chwilę porozmawiali z nami – ze mną i mamą – udzielili nam kilka sensownych rad, jakie można by podjąć działania zmierzająca do zlikwidowania tej pijackiej meliny. Rady jednak nie były przydatne na tą aktualną noc. Odjechali. Po kilkudziesięciu minutach dobiegły nas obrzydliwe odgłosy – ktoś rzygał. Po literacku należałoby napisać, że wymiotował, lecz właściwe tutaj jest określenie „rzygał”. Potem kręcił się po kuchni obijając się o meble, ktoś zamykał i otwierał okno, ktoś krzyknął „nie pal”, słychać było bełkot – było głośno. Przed piątą zdawało się, że nieprzytomnie pijani poszli spać. Zaczynałam przysypiać, gdy wyrwał mnie z tego stanu tupot bosych stóp i ponownie usłyszałam odgłosy rzygania. Ohyda! Po chwili kilka osób pobiegło w kierunku kuchni i łazienki – znów tupot i głosy.

Przed szóstą rano pobiegłam na górę i urządziłam pijakom awanturę. Potem udało mi się zasnąć na kilka godzin. Jest weekend.

* * *

Powtarza się stale jedna i ta sama sytuacja. Na górze chleją przez klika godzin w nocy, tłuką się, klną i wrzeszczą, ja dzwonię po policję, przyjeżdża patrol na interwencję, wychodzi na piąte piętro, chwilę rozmawia z pijakami i wraca stamtąd cudownie odmieniony: niechętny lub wręcz wrogi w stosunku do nas, ofiar nocnych ekscesów, a łaskawie i tolerancyjnie nastawiony do sprawców.

Dlaczego tak się dzieje? A dlatego, że policjanci podatni są na sugestię. Nie trzymają się stanowczo słusznych racji. Łatwo ich poczarować. W trakcie rozmowy ze sprawcami nocnych hałasów dochodzą do przekonania, że młodzi ludzie mają prawo do rozrywki. Któryś z uczestników libacji bagatelizuje zachowanie swoje i współuczestników pijaństwa. Udaje, że porwał ich wir zabawy i że nie zdawali sobie sprawy, że komuś to przeszkadza. I to na policjantów działa!

Zapominają w momencie, że te pijackie szaleństwa coś i kogoś niszczą i rujnują. Że są rodzajem przemocy. Że pozbawiają inne osoby prawa do ich własnego stylu i rytmu życia. Zapominają, że pijaństwo na umór nie jest rozrywką, lecz patologią. A powszechnie wiadomo, że patologia niszczy. Pijak w rodzinie jest koszmarną tragedią dla pozostałych członków rodziny. Dlaczego więc regularne pijackie burdy kliku pijaków nie można uznać za tragedię dla ich sąsiadów?

Tej nocy policjanci nie okazali wobec nas ani niechęci, ani wrogości, a przeciwnie – zrozumienie i chęć udzielenia pomocy. Jednak pod wpływem rozmowy ze sprawcami utracili impet. Stracili poczucie, że mają do czynienia z bezwzględnymi draniami, którzy kompletnie nie szanują innych ludzi i jest im absolutnie obojętne, jakie krzywdy i szkody im wyrządzają. Stracili poczucie, że mają do czynienia z patologią, która niszczy. Podczas interwencji patrolu policji 16 grudnia ubiegłego roku to poczucie policjanci mieli, ponieważ zostali przez pijaków zaatakowani.